O nas
Cześć,
mam na imię Ewa i jestem w trakcie policealnej szkoły zawodowej, przygotowującej mnie do zawodu zoopsychologa - specjalizacja koty.
Mam 4 swoje koty, ich imiona to Jadzia, Fruzia, Tito i Babcia. Jadzię mam od małego kociaka, reszta to później przygarnięte dorosłe koty, które przyplątały się pod mój zakład spawalniczy. Tito i Fruzia nie mieli wcześniej zbyt wiele kontaktu z człowiekiem. Włożyliśmy sporo pracy, by je zsocjalizowac, ale naprawdę się ona opłaciła. Te przytulaki obalają mit o tym, że tylko młode kocięta można przyzwyczaić do bliskości człowieka. U nas w domu to te "dzikusy" są największymi przytulakami.
Oswajanie Tita zajęło nam 2 lata. Był już dorosłym kotem, kiedy zaczęliśmy. Nie mieliśmy warunków, by wziąć zdziczałego kota do domu, dlatego wszystko odbywało się pod naszym zakładem ślusarskim. Kiedy zobaczył, że regularnie dostaje od nas jedzenie, zaczął równie regularnie przychodzić. Nie okazywał jednak żadnej chęci kontaktu z nami, przychodził, czekał, aż oddalimy się od miski na sporą odległość, zjadał i uciekał. Pewnego dnia zaczął przychodzić z młodziutką Fruzią. Musieliśmy zrobić jej kastrację aborcyjną i siłą rzeczy została u nas w klatce kennelowej na min. dwa tygodnie. Dwa tygodnie intensywnego oswajania. Po tym czasie mogliśmy już wziąć ją do domu, dalej w klatce, ale wkrótce zaczęła ją opuszczać. Bardzo szybko zaprzyjaźniła się z naszą kotką Jadzią, choć powinno trwać to dłużej (kotów nie można zapoznawać od razu! Należy umieścić nowego przybysza w oddzielnym pomieszczeniu i stopniowo wymieniać zapachy). Tymczasem Tito podchodził coraz bliżej drzwi zakładu, aż w końcu udało się go namówić do wejścia do środka :). Od tamtej pory zrobił ogromny postęp i stał się miziakiem, który wykorzystuje każdą okazję, by położyć się na kolanach.
Babcia była już starszą koteczką, kiedy ją wzięliśmy. Wyglądało na to, że ktoś ją wyrzucił, gdyż nigdy wcześniej nie widzieliśmy jej, a w pewnym momencie zaczęła się pojawiać regularnie. Wiejskie koty ciągle ją goniły, myśleliśmy, że ma ruję. W związku z tym zawieźliśmy ją na kastrację. Okazało się jednak, że nie miała rui ani nie była w ciąży, za to miała min. 8 lat. Postanowiliśmy znaleźć jej dom, co nawet się udało, ale wróciła z adopcji. Szukaliśmy znowu, ale nie znaleźliśmy, więc wygląda na to, że u nas zostanie.
Oprócz tej 4, znaleźliśmy domy już wielu kociakom, po uprzednim leczeniu i kastracji. Nie jest to proste zadanie, ale jeszcze trudniej wypuścić te koty z powrotem na ulicę. Ulica to nie jest miejsce dla kotów, one są zwierzętami domowymi i nie radzą sobie bez pomocy człowieka, który udomowił je tysiące lat temu.
Nasze koty:
Jadzia
Babcia
Fruzia